Drodzy Czytelnicy,
Nie sposób opowiadać o historii mafii w latach 80. i o tym, jak doszło do powołania poolu antymafijnego, którego prace doprowadziły do słynnego Maksiprocesu w 1986 roku, bez cofnięcia się w czasie i zrozumienia, co działo się w poprzednich dekadach.
Wszystko zaczęło się wiele lat wcześniej. W słynnym z filmów grajdołku Corleone narodził się syn ubogich chłopów – Luciano Leggio. Ze względu na swój porywczy charakter zyskał przydomek „Cocciu 'e tacca” (w dialekcie sycylijskim: „ziarno ognia”). Swoją kryminalną karierę rozpoczął, służąc u boku Michele Navarry.
Michele Navarra był mistrzem podwójnego życia. Publicznie uchodził za filar społeczności – piastował funkcję prezydenta Stowarzyszenia Posiadaczy Ziemi, był cenionym członkiem lokalnych organizacji i cieszył się licznymi honorami. Nikt nie kwestionował jego statusu szanowanego obywatela. Jednak za zamkniętymi drzwiami to on pociągał za sznurki, będąc bezwzględnym bossem mafii, którego pozycja sięgała daleko poza granice miasta. Dopiero jego śmierć w 1958 roku zerwała fasadę, ujawniając szokującą prawdę o tym, jak wysoko postawioną postacią w strukturach przestępczości zorganizowanej był naprawdę. Navarra to idealny przykład tego, jak daleko może sięgać władza mafii, ukryta pod płaszczykiem normalności i szacunku.
Pierwsza wojna mafii i pozorna cisza
Leggio był kimś więcej niż zuchwałym rzezimieszkiem. Szybko popadł w konflikt ze swoim potężnym protektorem, a następnie bezwzględnie wyeliminował go w drodze zamachu. Mimo iż został skazany na dożywocie za zabójstwo Navarry, ukrywał się przed władzami i pozostawał nieuchwytny aż do swojego aresztowania w 1974 roku.
W czasie, gdy stronnicy Leggia i Navarry mordowali się wzajemnie w Corleone, w Palermo trwała walka między rodzinami mafijnymi o wpływy w handlu. Pierwsza wojna mafii w Palermo – z takimi tragicznymi wydarzeniami jak eksplozja w dzielnicy Ciaculli (gdzie zginęło siedmiu karabinierów) oraz masakra na Viale Lazio – przypieczętowała ostateczne zwycięstwo rodziny Greco. W latach 1960–1966 w prowincji Palermo odnotowano aż 93 zabójstwa związane z mafią.
Po tych wydarzeniach zwiększona czujność władz utrudniała nielegalną działalność, co skłoniło zwycięskie rodziny do wybrania pozornego pokoju. Pod tym „pax mafiosa” krył się jednak ferment i konsolidacja władzy. Powołano nawet tymczasowy mafijny „rząd” prowincji Palermo, zwany Regencją, w którego skład weszły nazwiska, które warto zapamiętać: Gaetano Badalamenti, Stefano Bontate i wspomniany już Luciano Leggio. Według raportu komisji parlamentarnej z 1972 roku to właśnie wtedy mafia rozpoczęła też swoją ekspansję w środkowych i północnych Włoszech.

Konsekwencje „pax mafiosa”
Jakie były konsekwencje utrzymującego się przez lata pozornego pokoju?
- Władze opuściły gardę. Brak wyraźnych, brutalnych przejawów działalności mafijnej uśpił czujność państwa.
- Mafia umocniła swoje wpływy. Mafiosi obsadzili ważne stanowiska państwowe swoimi ludźmi i korzystali z ochrony ze strony polityków.
- Błędna strategia. Władze mylnie utożsamiały brak przemocy z brakiem przestępczości.
Z zewnątrz wszystko ucichło, nie było brutalnych morderstw i strachu na ulicach. Dopiero w 1993 roku Parlamentarna Komisja Antymafijna, której przewodniczył poseł Luciano Violante, tak podsumowała ten okres w swoim raporcie na temat związków mafii z polityką:
„W praktyce przez długie lata stosunki między instytucjami a mafią były stosunkami między dwoma suwerennymi państwami: żadne nie atakowało drugiego dopóty, dopóki każde pozostawało w swoich granicach”.
Sytuacja była tak absurdalna, że władze nie umiały nawet potraktować na poważnie i wykorzystać informacji uzyskanych od pierwszych mafiosów, którzy zdecydowali się zeznawać przeciwko organizacji. W 1973 roku zignorowano deklarację Leonarda Vitalego, a w 1978 roku Giuseppe De Cristiny, który opowiedział o rosnącej potędze klanu z Corleone. W obu przypadkach nie wszczęto żadnego śledztwa, a mafiosi, którzy postanowili mówić, zostali zamordowani w akcie vendetty.
Pisząc powyższy wpis, posiłkowałam się książką „Historia mafii” autorstwa Marie-Anne Matard-Bonucci, którą polecam Wam, Drodzy Czytelnicy, jeśli czujecie niedosyt. Jeśli jednak nie macie ochoty czytać ciężkich historycznych treści, nie martwcie się. Zapewniam Was, że ja na pewno wrócę do niej jeszcze, by opowiedzieć Wam najważniejsze i najciekawsze fragmenty mafijnej historii 😉