Sempre caro mi fu quest’ermo colle, e questa siepe, che da tanta parte dell’ultimo orizzonte il guardo esclude. Ma sedendo e mirando, interminati spazi di là da quella, e sovrumani silenzi, e profondissima quiete io nel pensier mi fingo; ove per poco il cor non si spaura. E come il vento odo stormir tra queste piante, io quello infinito silenzio a questa voce vo comparando: e mi sovvien l’eterno, e le morte stagioni, e la presente e viva, e il suon di lei. Così tra questa immensità s’annega il pensier mio: e il naufragar m’è dolce in questo mare
Moi słuchacze, którzy uczą się ze mną na wyższych poziomach wiedzą jakie emocje wzbudza we mnie wiersz “Infinito”. Poprzez zestawienie dwóch różnych tłumaczeń poezji o polskim tytule „Nieskończoność” pragnę przedstawić Wam sylwetkę wyjątkowego poety – Giacomo Leopardi (1798-1837).
Do Leopardiego wrócimy jeszcze nie raz dlatego zapraszam do lektury wywiadu z błyskotliwą prof.Uniwersytetu Warszawskiego i badaczką twórczości Leopardiego Joanną Ugniewską, który przybliży Wam tego fascynującego człowieka i jego sugestywną poezję (czas czytania 15min):
Poniżej dwa wspomniane tłumaczenia.
Pierwsze autorstwa Grzegorza Franczaka (Nieskończoność, Wybór Pieśni, tłum.G.Franczak, wstęp J.Ugniewska, Warszawa,wyd. Teta Weleta,2000)
Zawsze było mi drogie to samotne wzgórze i ten gąszcz krzewów,
który prawie cały łuk widnokręgu źrenicom przesłania.
Lecz gdy tu jestem i patrzę, bezkresne
przestrzenie gdzieś poza, jakieś nadludzkie
połacie ciszy i bezdenny spokój
roję w mej duszy, aż niewiele trzeba
sercu, by drżało. A kiedy znów słyszę,
jak wiatr szepcze wśród liści, wtedy tę jedną
ciszę bez końca i tę szeptu mowę
równam ze sobą: przenika mnie wieczność,
i umarłe pory, i ta tutaj, teraz,
ta żywa, jej głos. I tak, zagubiona,
w owe bezmiary moja myśl zapada:
i błogo mi na tym zatracić się morzu.
Oraz drugie autorstwa osiemnastowiecznego literata Tomasza Zawadyńskiego:
Zawszem ja lubił to wzgórze samotne I tę zagrodę, którą wzrok spotyka, Gdy patrzę w ciszy na chmury przelotne, Dumam w milczeniu, myśl sięga wciąż daléj, I w sercu mojem przepaść się odmyka. W niej, nieprzerwany spokój i milczenie. Coraz większemi zdają się przestrzenie I zadrży serce… A gdy wiatr się żali, Żałobną pieśnią śród liści i wrzosów, Muzyka ciszy i tych dziwnych głosów Zlewa się w jedno. Łączą się przedemną Mary obecnych chwil z wiecznością ciemną… Giną me myśli, w bezmiar się unoszą, I tonę w morzu bezbrzeżnem — z roskoszą.